Artykuły

Nasze publikacje

Ironman Barcelona


Każdy z nas ma marzenia, ale - na ile mocno jesteśmy zdeterminowani, aby dążyć do ich realizacji? Moim było ukończenie zawodów IRONMAN na pełnym dystansie: 3,8 km pływanie, 180 km rower, 42,2 km bieg.

Dziś już mogę powiedzieć: marzenia się spełniają, wystarczy im pomóc!

Kilka tysięcy pokonanych w biegu i przebytych na rowerze kilometrów, setki godzin spędzonych na basenie, by wyszlifować formę i poprawić technikę, dziesiątki godzin na siłowni, kilka maratonów w roku, połowa planowanego dystansu, Bieg Rzeźnika i szereg innych zawodów triathlonowych i biegowych przyniosło zamierzony efekt. Jestem człowiekiem z żelaza! Ukończyłem zawody IRONMAN Barcelona, uzyskując czas 11 godzin i 11 minut.

A jak było? Przepiękne miejsce debiutu na pełnym dystansie - Barcelona . Jestem tu już trzeci raz, pierwszy z Zentiva na spotkaniu cyklicznym, kolejny raz oznaczał zmagania biegowe na królewskim dystansie, czyli Maraton Barcelona. Tym razem realizuję swoje plany na pełnym dystansie w zawodach triathlonowych. Dzień przed zawodami wraz z dwójką moich przyjaciół przyjeżdżamy do Callela, gdzie następnego dnia zaczyna się Ironman - rejestracja i szykowanie sprzętu na strefę zmian. Już w powietrzu czuć atmosferę zbliżających się zawodów. Dookoła widać przygotowujących się zawodników i wspierających ich kibiców. Każdy jest tu wyjątkowy i każdy jest już zwycięzcą, bez względu na końcowy wynik jutrzejszych zawodów. Wszystko gotowe, pakiety startowe odebrane, rowery odstawione do strefy a my możemy udać się w objęcia Morfeusza…

5 rano pobudka, szybki prysznic, lekkie śniadanie i ruszamy z Barcelony do Callela, gdzie o 9 rano rozpocznie się przygoda mojego życia. Na plaży tysiące ludzi ubranych w pianki, a dookoła nich kibice, bez których trudniej byłoby pokonać swoje słabości, są i mocno kibicują, to się czuje :). Jest sygnał do startu, wbiegamy do wody, płyniemy blisko 4 km, zajmuje mi to 1 godzine i 17 minut a po wyjściu z wody słyszę, jak dobiegają do mnie coraz wyraźniejsze głosy: PAWEŁ!!! W tym momencie adrenalina i endorfina płynące w moich żyłach dają dodatkową energię, która towarzyszy przez kolejne 180 km na rowerze. Jestem już w strefie zmian i pozostaje dystans 42 km biegiem, w głowie rodzi się pytanie, czy dam radę… Tym razem z pomocą przychodzą mi słowa mojego synka Szymona: „Tato, przywieź, proszę, dla mnie medal z Barcelony”, więc nie mogę go zawieść! To tylko 42 km!!! Po drodze mijam wspaniały doping naszych kibiców, który niesie i już tylko kilometry dzielą mnie od mety! Kolejne moje marzenie jest w zasięgu ręki! Wbiegam na czerwony dywan i to jest ta chwila, która chciałbym, żeby trwała wieczność. Konfetti, światła, fajerwerki, trybuny wypełnione kibicami i spiker, który z całych sił krzyczy do mikrofonu: Pawel, you are an IRONMAN!!! Zrobiłem to, jestem Ironman’em i tym samym spełniłem swoje kolejne marzenie.

Co dalej? Marzenia mają to do siebie, że można je kreować w nieskończoność. W Polsce są tylko 4 osoby, które ukończyły zmagania NORSEMAN Xtreme Triathlon rozgrywane w górach, a ja chcę być 5. Polakiem, który tego dokona i sięgnie po ten tytuł!

Trzymajcie kciuki i realizujcie swoje marzenia :) :) :)

W poszukiwaniu ludzkiej wytrzymałości


Każda historia ma swój początek i koniec. Moja zaczęła się trzy lata temu udziałem w pierwszym maratonie a końca zdaje się nie widać. Półmaratony, maratony powoli stawały się nieodłączną częścią mojego życia, pomysłem na wolne chwile, pasją przeradzającą się w pomysł na życie. Adrenalina, endorfiny jakie towarzyszą podczas każdych zawodów, jest jak narkotyk, który uzależnia, i chce się go więcej. Szczęście przeplatające się ze łzami wzruszenia i fizycznym zmęczeniem, które nieodłącznie towarzyszą na mecie, trwają zwykle tylko chwilę. Zaraz, po każdych zawodach wyszukiwałem kolejnych startów, a moje myśli zaprzątały przygotowania tylko po to, by kolejne osiągnięcia były lepsze i bardziej znaczące. Poprawić wynik, zwiększyć dystans, zmierzyć się ze swoimi słabościami, zdobyć coś, co niewielu osiągnęło, znaleźć granice swoich możliwości.

Zaczęło się bardzo niewinnie. Pierwszy start, do którego namówili mnie przyjaciele, był w Świdnicy 2012 i miał dystans 15 km. Już wtedy, gdy dotarłem na metę, czułem się wyjątkowo, chociaż dystans okazał się nie taki straszny, jak początkowo przypuszczałem. Chęć sięgnięcia po coś bardziej ekstremalnego popchnęła mnie do startu w pierwszym moim maratonie, który odbywał się w Warszawie. Mordercze 42 km biegu, podczas którego organizm z każdym kolejnym krokiem zmaga się z bólem, a w głowie tylko jedna myśl - dotrzeć do mety. Po czterech godzinach jest upragniona meta, szczęście, duma, radość, łzy wzruszenia i bólu. Po kilku dniach, w których organizm dochodzi do siebie, w głowie pojawiają się nowe pomysły, plany na kolejny start.

I tak od 2012 była Warszawa, Dębno, Tokio, Wiedeń, Frankfurt i Barcelona, a w międzyczasie kilka półmaratonów i innych biegów. Ale w głowie krążyła mi myśl: spróbować czegoś innego! Podczas każdego treningu zadawałem sobie pytanie, co dalej, co jeszcze, w jaki inny sposób można sprawdzić granice swojej wytrzymałości!? Jeden z piątki moich kolegów, który namówił mnie na bieganie, zaproponował start w zawodach triathlonowych IRONMAN na dystansie 1,9 km pływania, 90 kilometrów jazdy na rowerze i 21 km biegu, które miały mieć swoją inaugurację w Gdyni 09.08.2015. Pomysł wydawał się szalony, ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych, dlaczego więc nie spróbować? Przygotowania zacząłem od skompletowania sprzętu: pianka, okulary do pływania, rower triathlonowy, strój startowy i wiele innych gadżetów, bez których start byłby niemożliwy. Mając to wszystko, mogłem zająć się treningami, które rozpoczynałem o 5 rano od biegania, następnie trening na basenie i... do pracy. Późne popołudnia przeznaczone były na treningi rowerowe i tak przez półtora miesiąca. W międzyczasie kilka rodzinnych weekendowych wyjazdów nad jeziora, gdzie w akwenie otwartym mogłem doskonalić formę pływacką. Czułem się dobrze przygotowany a czas nieuchronnie zbliżał mnie do 9 sierpnia, kiedy moja forma miała zostać poddana próbie IRONMANA.

Gdy wyruszyliśmy z moją rodzinką do Gdańska, już po drodze można było wyczuć atmosferę zawodów, co jakiś czas spotykaliśmy samochody jadące w stronę Trójmiasta, na dachach, których przymocowane były rowery szosowe, triathlonowe. Pozdrowienia przesyłane miedzy kierowcami świadczyły o tym, że zmierzamy w tym samym kierunku i przyświeca nam jeden cel - Ironman.

Dzień zawodów przywitał nas pochmurną aurą, lekki deszcz budził obawy przed startem. Strach przed dystansem pływackim, rowerowym i biegowym paraliżował mnie. Trudno było zebrać myśli, uspokoić skołatane nerwy i skupić się na starcie. Adrenalina i endorfiny krążyły w moich żyłach, tworząc mieszankę wybuchową, która eksplodowała wraz z wystrzałem armatnim oznaczającym rozpoczęcie zawodów. Zaczęło się!!!

Szybkie wbiegnięcie do wody, uspokojenie oddechu „wyciszenie się” i - płyniemy 2 km. Niespokojne morze co jakiś czas zmieniało mój tor pływania, nie pozwalając płynąć w linii. Przez ten czas towarzyszyła mi tylko jedna myśl; zmieścić się w czasie (1h). Wychodząc z wody po 43 minutach, czuję jak mój błędnik wariuje, a tu trzeba zabrać rower i pokonać dystans, tym razem 90 kilometrowy. Na trasie rowerowej co jakiś czas widać osoby, które już nie ukończą wyścigu, zepsute rowery, kolizje z udziałem zawodników spowodowane np. śliską nawierzchnią. Wśród kibiców - w euforii dopingu mój synek, żona i znajomi, dzięki którym łatwiej się jechało.

Po 2 h i 40’ jestem już w drugiej strefie zmian, okazuje się, że pokonałem dystans 90 km rowerem ze średnią prędkością 35 km/h – jednak można!
Zostało ostatnie 21 km do pokonania biegiem. Rozpoczęła się walka z bólem, zmęczeniem i wyczerpaniem organizmu, a zmieniająca się aura, z lekkich opadów na pełne słońcei temperaturę 32’C, nie pomagała w tym. Po przepłynięciu 2 km i przejechaniu 90, kiedy zaczynasz biec, czujesz jak twoje nogi zmieniają się w beton a buty stają się ołowiane. Na trasie dochodzący do mnie doping… "Paweł, tata, dasz radę…” był jak zastrzyk z adrenaliny, który przybliżał mnie do upragnionej mety.
Po 5h 26’ jestem na mecie !!!

Nie potrafię wytłumaczyć, jakie jest to uczucie, jedno jest pewne, pierwsze zawody IRONMAN na dystansach 1,9 km pływania, 90 km roweru, 21 km biegu są już piękną historią, w której po raz kolejny udowodniłem sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych !!! Kolejne wyzwanie w październiku 2016 IRONMAN w BARCELONIE, tym razem dystans o połowę większy: 4 km w wodzie, 180 km rower i 42 km bieg, a w międzyczasie maraton we Wrocławiu, Amsterdamie, Rzymie i Pradze...